Текущее время: 15 дек 2019, 17:08

Часовой пояс: UTC + 2 часа


Правила форума


В этом разделе публикуются:
1. Сообщения о предстоящем выходе в телеэфир сюжета ДК
2. Видеоролики с сюжетами ДК
3. Ссылки на статьи СМИ о ДК

Формат заголовка темы:
"дата время имя_канала тема_сюжета"

Например:
"23.12.2010 21:45 ICTV Частные штрафплощадки"



Начать новую тему Ответить на тему  [ Сообщений: 2 ] 
Автор Сообщение
СообщениеДобавлено: 19 фев 2014, 07:47 
Не в сети
Борец
Аватар пользователя

Зарегистрирован: 17 фев 2009, 23:13
Сообщений: 16684
Откуда: Киев. Штаб квартира "ДК"
Авто: Audi A6 2.8 quattro
Город: Киев
Вспомнилось мое интервью от 28 декабря 2013 года изданию GAZETA.PL

Rostysław Szaposznikow: To nie jest wybór między Rosją i UE. To jest wybór między życiem i śmiercią [WYWIAD]
Ростислав Шапошников: Это не выбор между Россией и ЕС. Это выбор между жизнью и смертью [интервью]
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... a.html#Cuk

Цитата:
- Jak tylko przekroczę granicę, to mnie aresztują. W najlepszym wypadku. Bo mogą mnie też pobić, albo i coś gorszego... - mówi w rozmowie z Gazeta.pl ukraiński dziennikarz Rostysław Szaposznikow. Od kilkunastu dni jest w Polsce, gdzie uciekł przed represjami. Od tego czasu już dwie dziennikarki poruszające tematy niewygodne dla władz zostały pobite.
Anna Pawłowska, Gazeta.pl: - Przed czym pan ucieka?

Rostysław Szaposznikow* - W tej chwili na Ukrainie po prostu nie jest bezpiecznie. Ani dla mnie, ani dla projektu, który prowadzę, czyli Kontroli Drogowej. Wiem, że chcą zniszczyć naszą organizację, a na to są dwa sposoby. Pierwszy to po prostu likwidacja fizyczna - pobicia naszych ludzi, próby zastraszania. A drugi to walka w sądzie, stawianie nam kolejnych zarzutów kryminalnych. Z tym że w ukraińskim sądzie nie da się wygrać. Więc wiem, że jeśli wrócę, to trafię za kratki. Jak tylko przekroczę granicę, to mnie aresztują. W najlepszym wypadku. Bo mogą mnie też pobić, albo i coś gorszego... Zresztą aresztowania naszych działaczy zaczęły się zanim jeszcze wyjechałem.

Jakie mają zarzuty?

- Andrij Dzyndze, dziennikarz Kontroli Drogowej, był koordynatorem euromajdanu już od pierwszego dnia. Nie chodzi o zgromadzenie politycznego, ale o obywatelskie. Cały czas był na miejscu, nagrywał materiały, które publikowaliśmy na naszej stronie. 30 listopada w nocy Berkut rozbił Majdan, zaatakowali, kiedy był tam spokój, część ludzi spała. Następnego dnia zaczęły się zamieszki przed siedzibą prezydenta. Przyszło dużo ludzi, część zaatakowała milicję. Andrij też tam był.

Pojawiły się opinie, że to była prowokacja władz, żeby skompromitować manifestujących i uzasadnić interwencję siłową.

- To nie do końca tak. Akcja protestacyjna podzieliła się na dwie części. Ci, którzy wyszli na Majdan, i ci, którzy stoją na czele obecnych tam partii, są, można tak to określić, ukierunkowani liberalnie. Ale mamy też na Ukrainie prawicowych radykałów.

Ma pan na myśli partię Swoboda?

- Absolutnie nie. Swoboda to tacy prawicowi pseudoradykałowie. Są sponsorowani przez oligarchów i trzymają się dość blisko władzy. To opozycja parlamentarna, ale poza nimi są też ludzie, którzy są naprawdę przeciwko wszystkim rządzącym partiom. Szczerze nienawidzą władzy, przede wszystkim Janukowycza. Byłem pod siedzibą prezydenta i rozmawiałem z nimi. Tłumaczyli, że wyszli 1 grudnia, żeby zemścić się za pobicie ludzi w nocy. Ale to jest niewygodne dla opozycji, więc nazwali ich prowokatorami.

Czyli żadnej prowokacji nie było?

- Jestem przekonany, że na miejscu byli pracownicy SBU po cywilnemu. Trzeba się wczuć w sytuację: wychodzi młody człowiek, radykalny. Jest wściekły na władzę, na milicjantów, którzy w nocy bili bezbronnych ludzi. I ktoś za jego plecami krzyczy: dawaj, naprzód, atakujemy. I wtedy ten człowiek rusza. Możliwe, że nie doszłoby do zamieszek, gdyby tych ludzi w taki sposób nie podburzali. W tym sensie to mogła być prowokacja. Ale ci, którzy atakowali milicję, nie są zwolennikami władzy, jak to podawały media.

Andrij Dzyndze jest oskarżony o atak na funkcjonariuszy?

- Oficjalnie jest oskarżony o "organizację grupy przestępczej w celu przyprowadzenia pod administrację prezydenta buldożera". Rzecz w tym, że on rzeczywiście był blisko tego buldożera. Wszedł na buldożer, stamtąd filmował, co się dzieje. Trudno uwierzyć, że człowiek, który zamierza popełnić przestępstwo, dokumentuje w ten sposób wszystkie swoje poczynania. Zresztą na buldożer wspiął się też opozycyjny deputowany Poroszenko. Dlaczego więc jemu nie postawiono zarzutów? Za kraty trafili nie ci, którzy kogoś atakowali, tylko dziennikarze i działacze społeczni. Zresztą ostatecznie podstawy zatrzymania Andrija były kuriozalne! Trafił za kratki, bo nie odebrał telefonu.

Jak to?

- Śledczy zadzwonił do niego na komórkę. Dzyndze nie odebrał i milicja uznała to za ukrywanie się przed wymiarem sprawiedliwości. A przecież on przez cały czas był na Majdanie, w centrum wydarzeń. To jest jakiś kompletny absurd. Dzyndze nawet nie wiedział, że ma jakiekolwiek zarzuty, że w ogóle jest prowadzone śledztwo w jego sprawie, to przed czym miał się ukrywać? A do tego do jego zatrzymania potrzebowali aż 10 funkcjonariuszy. Skuli go, pobili, potem przez dobę trzymali w izolatce. Później sąd zdecydował, że ma na dwa miesiące trafić do aresztu śledczego. A krótko po procesie aresztowano Wiktora Smolja, naszego adwokata, który go bronił.

To aresztowanie miało równie wątłe podstawy, jak w przypadku Andrija Dzyndze?

- Tak, to kolejna sprawa, w której zarzuty są zupełnie absurdalne. Kiedy sąd ogłosił, że Dzyndze nie może być zwolniony za kaucją i odrzucił poręczenia deputowanych, na sali zaczęła się awantura i przepychanki z milicją. Następnego dnia sędzia oświadczył, że porwali mu togę. I dlatego postawił adwokatowi zarzut próby zabójstwa lub spowodowania obrażeń ciała podczas procesu. I w ciągu 48 godzin Wiktor Smolja został zatrzymany. I podobnie jak Dzyndze trafił na dwa miesiące do aresztu.

To wtedy zdecydował się pan wyjechać z kraju?

- Jak tylko dowiedziałem się, że przeciwko Wiktorowi Smolja jest prowadzone postępowanie, zadzwoniłem do niego. - Witia, musisz zniknąć, bo cię zamkną - przekonywałem. On powiedział: Będę walczył. Do końca nie wierzył, że rzeczywiście go aresztują. Wiedział, że ma jakieś zarzuty, ale nie sądził, że trafi za kratki. Ja nie miałem takich złudzeń. Wiedziałem, że będę następny.

Skąd pan to wiedział? To przecieki ze śledztwa?

- Oczywiście nie mogę podać dokładnego źródła. Mamy swoich informatorów. Nasza praca jest bardzo specyficzna . W ramach tego systemu są ludzie, którzy rozumieją, co robimy i pomagają nam, przekazując różne informacje. Wcześniej informowali, że będzie aresztowany Wiktor Smolja i to się sprawdziło. Więc nie miałem powodu, żeby w to nie wierzyć. Szczególnie, że ostrzeżenia o aresztowaniu dotarły do mnie z dwóch niezależnych źródeł.

O co ma być pan oskarżony?

- Nie wiadomo. Nie brałem udziału w żadnych zamieszkach, nie atakowałem nikogo. Ale byłem na przykład, kiedy zatrzymywali Andrija Dzyndze, a tam były przepychanki z milicją. Byłem też w sądzie, kiedy była szarpanina. Więc mogą mnie na przykład oskarżyć o współudział w próbie zabójstwa sędziego. Byłem na demonstracjach, więc to może być też organizacja przewrotu państwowego. To może być właściwie cokolwiek. Szczególnie, że sprawą zajmowała się nie milicja, a pracownicy Służby Bezpieczeństwa Ukrainy.

Wspomniał pan, że mogłoby nie skończyć się na aresztowaniu. Te obawy też wynikają z przecieków z milicji?

- To wynika przede wszystkim z doświadczenia. Wiem, jak działają nasze służby. 16 grudnia, ja byłem już wtedy w Polsce, napadli na naszą dziennikarkę Swietłanę Malicką. Czekali na nią pod domem, potem weszli za nią do windy. Jeden z mężczyzn od razu ją zaatakował. Zaczął ją bić i dusić. Wyzywali ją od drogowych k..., to aluzja do naszej Kontroli Drogowej. Na szczęście spłoszył ich jakiś lokator. Wezwali karetkę, Swietłana trafiła do szpitala. Oczywiście wezwali też milicję, jest prowadzone śledztwo, ale pewnie nie znajdą sprawców, tak jak w moim przypadku.

Pana też zaatakowali w związku z działalnością Kontroli Drogowej?

- To było 24 marca zeszłego roku, w sobotę. Wyszedłem rano z domu i szedłem do swojego samochodu. Wtedy do mnie podeszli. Po prostu na ulicy, była już 11, dookoła ludzie. Wykręcili mi ręce i wrzucili mnie do samochodu. W sumie było ich czterech. Jeszcze w samochodzie zaczęli mnie bić po głowie. Za każde odezwanie się był cios. Potem nałożyli mi na głowę plastikową torbę i zaczęli zaciskać. Dobrze, że był w niej mały otwór i dochodziła odrobina powietrza. Przeszukali mi kieszenie, zabrali kamerę, dyktafon i wszystkie dokumenty, jakie miałem.

A potem wyjechaliśmy do lasu pod Kijowem. Wyciągnęli mnie z samochodu i rzucili na ziemię. Dalej bili i kopali. Mówili, że czas na spłacenie długów. Zagrozili, że zabiją mnie, jeśli spróbuję skontaktować się z milicją. Uratowało mnie to, że w pewnym momencie na drodze pojawili się ludzie na rowerach. To spłoszyło napastników.

Skąd pan wie, że chodziło o działalność Kontroli Drogowej? Przecież mówili coś o długach...

- Nie miałem żadnych długów. Myślę, że to było po prostu, żeby wprowadzić mnie w błąd. Wcześniej, jeszcze w samochodzie zapytałem, o co chodzi, dlaczego mnie biją. Powiedzieli, że nie mają do mnie żadnych osobistych pretensji, tylko wykonują zlecenie. Potem dotarły do mnie informacje, że to było zlecenie od lokalnej, kijowskiej władzy. Wiem, że szukali bandytów, zwracali się do różnych grup przestępczych, ale nikt się nie zgodził. Ale w końcu ktoś się znalazł. Myślę, że to byli pracownicy milicji, może już zwolnieni ze służby.

Skąd takie przypuszczenie?

- Zaraz po tym, jak wepchnęli mnie do samochodu, myślałem, że jestem zatrzymany przez milicję. To było profesjonalne, nie wyglądali i nie zachowywali się jak bandyci. Zresztą kiedy Dzyndze i inni aktywiści opowiadali o swoich zatrzymaniach, to myślałem: tak właśnie było, dokładnie tak się zachowywali. Oni też mieli wykręcane ręce, worki na głowach i za każde słowo byli bici.

Czy rzeczywiście Drogowa Kontrola jest dla władz tak niebezpieczna, że sięgają po przestępcze metody, żeby was zlikwidować? Przecież powstaliście, kiedy na Ukrainie rządzili zupełnie inni ludzie, liderzy Pomarańczowej Rewolucji.

- My dopiero teraz zaangażowaliśmy się politycznie. Byliśmy po prostu obywatelską inicjatywą jednoczącą kierowców. Jasno mówiliśmy, że nie walczymy z żadną partią, tylko z urzędnikami. Rzeczywiście, kiedy zaczynaliśmy działać w 2008 roku, prezydentem był Juszczenko, głową parlamentu Jaceniuk, a premierem - Tymoszenko. I po zmianie władzy kontynuowaliśmy naszą pracę, jak wcześniej.

Co takiego wydarzyło się w 2008 roku, że postanowiliście zacząć walkę z korupcją na ukraińskich drogach. Ten problem wydawał się nierozwiązywalny.

- W 2008 roku Jaceniuk jako głowa parlamentu zdecydował o podniesieniu mandatów ponad 10 razy i dał inspektorom drogówki prawo określania, czy doszło do wykroczenia, czy do przestępstwa. Mogli też samodzielnie określać wysokość mandatów. Można sobie wyobrazić, co zaczęło się dziać. Wymuszenia łapówek stały się codziennością. Ja wtedy pracowałem jako dziennikarz i zrobiłem na ten temat kilka materiałów.

Ale przecież codzienne media nie mogą pisać tylko o korupcji. Dlatego zdecydowałem się zarejestrować własną stronę i tam umieszczać materiały i wyniki moich dziennikarskich śledztw. Moje materiały zaczęły przedrukowywać inne media, zainteresowała się telewizja. I udało się rozkręcić ten temat tak, że nabrał państwowego znaczenia. I tak powoli zaczęła tworzyć się wokół tego organizacja. Dzisiaj to jest struktura, która jest znana nie tylko na Ukrainie, ale i za granicą.

To od początku musiał być niewygodny temat. Nagle zaczęliście przeszkadzać władzom?

- Rok temu rozpoczęliśmy dziennikarskie śledztwo w sprawie prywatnych "karnych parkingów". Tak naprawdę pracowaliśmy nad tym jakieś 2-3 lata, ale wtedy ruszyliśmy ze zdwojoną siłą. Ten biznes był zbudowany przy aprobacie Azarowa i ma przynosić dochody Zacharczenkowi (szef MSW). Nie będę się wdawał w szczegóły, bo to dość skomplikowana sprawa, ale powiem tylko, że idzie tu o setki milionów hrywien. I wtedy się zaczęło. Oskarżyli nas o chuligaństwo, choć to naszych dziennikarzy pobili bandyci. Naszego aktywistę z Doniecka bardzo brutalnie pobili. W ogóle rok temu zrozumieliśmy, że prawo w naszym kraju w ogóle nie działa. Choć te zmiany zaczęły się wcześniej.

Wcześniej, czyli po dojściu do władzy Wiktora Janukowycza? Z tego co pan mówi wynika, że "pomarańczowi" też niewiele robili, żeby rozprawić się z korupcją.

- Janukowycz zaczął wszystkie kluczowe stanowiska w państwie obsadzać ludźmi z Doniecka. Przede wszystkim chodzi o prokuraturę, sądy i MSW. Wszystkich sędziów rejonowych mianował sędziami sądu konstytucyjnego. Mamy sądy rejonowe, apelacyjne, kasacyjne, jest sąd najwyższy i sąd konstytucyjny. I proszę sobie wyobrazić, że ktoś przechodzi od razu z rejonowego do konstytucyjnego. Można zrozumieć, co to są za ludzie. Mamy kompletny upadek wymiaru sprawiedliwości.

Co ciekawe, ci sędziowie, o których wcześniej pisałem, że są skorumpowani i zasądzają niesprawiedliwe kary dla kierowców, dziś wydają wyroki w związku z aresztowaniami na Majdanie. Sędziowie są po prostu na smyczy u władzy, nie są niezależni. To jest oczywiste - jak raz złamali prawo, to nie mają problemu, żeby później znów to robić. Dzisiaj nie mamy niezależnych sądów, potwierdzi to każdy praktykujący na Ukrainie adwokat.

Przeciętny obywatel jednak rzadko chodzi do sądu. Pewnie większości ludzi to nie dotyka.

- To, co dotyka przeciętnych ludzi, to przede wszystkim bezkarność i brutalność milicji. W normalnym kraju takie rzeczy jak u nas są nie do wyobrażenia. Pół roku temu był brutalny gwałt we Wradijiwce, kilku milicjantów zgwałciło i pobiło dziewczynę. O tym było głośno, ale przecież nie tylko ją to spotkało. Gdyby tak dokładnie śledzić wiadomości z Ukrainy, to w zasadzie w każdym tygodniu, ciągle jest sytuacja, że pijany milicjant spowodował wypadek na drodze albo po prostu zabił kogoś. I tych ludzi nie spotyka żadna kara. Pobicie manifestantów na Majdanie było już ostatnią kroplą, która przelała czarę. Ludzie mają już dość. Dlatego wyszli na ulice, dlatego stoją na Majdanie.

Przeciwko komu jest ta manifestacja? Wygląda na to, że już nie chodzi tylko o to, żeby podpisać umowę stowarzyszeniową z UE.

- Dla nas Majdan to przede wszystkim okazja, żeby usunąć władzę, która jest przeżarta korupcją. Tu nawet nie chodzi o Janukowycza personalnie, choć rzeczywiście ludzie go po prostu nienawidzą. To wystąpienie przeciwko państwowej maszynie zła. Ludzie wyszli na Majdan przeciwko systemowi. Już nie wierzą politykom, nawet tym z opozycji. Oczywiście ci politycy są na Majdanie, ale nie dla nich tam przychodzimy.

Nam jest wszystko jedno, kto jest u władzy. Chodzi o to, żeby być na wolności, móc pracować. Różnica między Janukowyczem a nawet opozycją, choć wiele można jej zarzucić, jest w tym, że przy nich będziemy żywi i na wolności. A jeśli chodzi o budowę demokratycznego prawa, w którym przestrzega się praw człowieka, to my to zrobimy sami, tylko potrzeba lat. Trzeba zrozumieć, że teraz nie chodzi o wybór między Rosją a Unią Europejską. My mamy wybór między wolnością a więzieniem, między życiem a śmiercią.

*Rostysław Szaposznikow jest ukraińskim dziennikarzem i aktywistą społecznym. Jest założycielem i kierownikiem organizacji "Dorożnij Kontrol" - Kontrola Drogowa, której celem jest walka z nadużyciami milicji i korupcją na drogach. Na swojej stronie publikują materiały wideo dokumentujące działania milicji i urzędników państwowych. Oferują też pomoc prawną osobom, które padły ofiarą skorumpowanych władz.


Вернуться наверх
 Профиль  
Ответить с цитатой  
СообщениеДобавлено: 11 янв 2016, 19:05 
Не в сети
Борец
Аватар пользователя

Зарегистрирован: 17 фев 2009, 23:13
Сообщений: 16684
Откуда: Киев. Штаб квартира "ДК"
Авто: Audi A6 2.8 quattro
Город: Киев
Оплатил перевод на русский язык:

Цитата:
Ростислав Шапошников: Это не выбор между Россией и ЕС. Это выбор между жизнью и смертью [ИНТЕРВЬЮ]
28.12.2013 07:37
- Как только я пересеку границу, меня арестуют. Это в лучшем случае. Потому что меня также могут избить либо и того хуже... - сказал в интервью с изданием «Gazeta.pl» украинский журналист Ростислав Шапошников. Он уже несколько недель находится в Польше, куда он бежал от преследований. За это время были избиты уже две журналистки, затрагивающие неудобные для властей темы.
Анна Павловская, «Gazeta.pl»:

- От чего Вы бежите?

Ростислав Шапошников*: - В настоящий момент в Украине просто опасно. И для меня, и для проекта, который я веду, то есть для «Дорожного контроля». Я знаю, что нашу организацию хотят уничтожить, и для этого существует два способа. Первый - просто физическая ликвидация: избиение наших людей, попытки запугивания. И второй - война в суде, предъявление нам очередных обвинений в уголовных преступлениях. С учетом того, что в украинском суде нам не удастся выиграть. Так что я знаю, что если я вернусь, то окажусь за решеткой. Как только я пересеку границу, меня арестуют. Это в лучшем случае. Потому что меня также могут избить либо и того хуже... Впрочем, аресты наших активистов начались еще до моего отъезда.

- В чем Вас обвиняют?

- Андрей Дзиндзя, журналист «Дорожного контроля», был координатором евромайдана с самого первого дня. Речь идет не о политическом митинге, а о гражданском. Он все время был на месте событий, записывал материалы, которые мы публиковали на нашем сайте. Ночью 30 ноября Беркут разгромил Майдан, они напали, когда там было спокойно, часть майдановцев в это время спала. На следующий день начались беспорядки перед Администрацией президента. Пришло много людей, некоторые бросались на милицию. Андрей тоже там был.

- Высказывались предположения, что это была провокация властей с целью дискредитировать демонстрантов и оправдать применение силы.

- Это не совсем так. Акция протеста разделилась на две части. Те, кто вышли на Майдан, и те, кто стоит во главе представленных там партий, они, можно так сказать, либерально ориентированы. Но у нас в Украине есть и правые радикалы.

- Вы имеете в виду партию Свобода?

- Ни в коем случае. Свобода - это такие себе правые псевдорадикалы. Их спонсируют олигархи, и они держатся достаточно близко к правительству. Это парламентская оппозиция, но кроме них также есть люди, которые действительно выступают против всех правящих партий. Они искренне ненавидят власть, в первую очередь Януковича. Я был под Администрацией президента и разговаривал с ними. Они объяснили, что вышли 1 декабря, чтобы отомстить за ночное избиение людей. Но это не в интересах оппозиции, поэтому их назвали провокаторами.

-Так что же, никакой провокации не было?

- Я убежден, что там были сотрудники СБУ в гражданской одежде. Нужно вникнуть в ситуацию: выходит молодой человек, радикально настроенный. Он зол на власти, на милиционеров, которые ночью избили беззащитных людей. А кто-то за его спиной кричит: давай, вперед, в атаку! И человек бросается вперед и начинает действовать. Вполне возможно, что беспорядков не случилось бы, если бы этих людей таким образом не подстрекали. В этом смысле это могла быть провокация. Но те, кто напал на милицию, не являлись сторонниками властей, как об этом заявляли СМИ.

- Андрей Дзиндзя обвиняется в нападении на должностных лиц?

- Официально его обвинили в «организации преступной группы с целью угона бульдозера и его использования возле здания Администрации президента». Дело в том, что он действительно был рядом с этим бульдозером. Он забрался на бульдозер, снимал оттуда все, что происходит вокруг. Трудно поверить, что человек, намеревающийся совершить преступление, документирует таким образом все свои действия. Кроме того, на бульдозер также забрался оппозиционный депутат Порошенко. Так почему же ему не предъявили обвинения? За решеткой оказались не те, кто на кого-то напал, а журналисты и общественные деятели. Во всяком случае, в конечном итоге основания для задержания Андрея были смехотворными! Он попал за решетку, потому что не ответил на телефонный звонок.

- То есть?

- Следователь позвонил ему на мобильный. Дзиндзя не ответил, и милиция сочла это доказательством того, что он скрывается от правосудия. А он все это время был на Майдане, в центре событий. Это полный абсурд. Дзиндзя даже не знал, что против него выдвинуты какие-то обвинения, что вообще ведется расследование по его делу, так от чего же он должен был скрываться? А для его задержания задействовали аж 10 милиционеров. Надели на него наручники, избили, затем целые сутки держали в одиночной камере. Позже суд вынес решение, что он должен провести под арестом два месяца. А вскоре после суда арестовали Виктора Смалия, нашего адвоката, который защищал его.

- Для этого ареста были такие же неубедительные основания, как и в случае Андрея Дзиндзи?

- Да, это еще один случай, где обвинения совершенно абсурдны. Когда суд объявил, что Дзиндзя не может быть освобожден под залог и отклонил поручительство депутатов, в зале началась драка и потасовка с милицией. На следующий день судья заявил, что ему порвали тогу. И на этом основании предъявил адвокату обвинение в покушении на убийство или в нанесении телесных повреждений во время судебного процесса. И в течение 48 часов Виктора Смалия задержали. И так же, как и Дзиндзю, его арестовали на два месяца.

-И тогда Вы решили покинуть страну?

- Как только я узнал, что против Виктора Смалия ведется расследование, я позвонил ему: - Витя, ты должен исчезнуть, потому что тебя посадят, - убеждал я его. Он ответил: я буду бороться. Он до самого конца не верил, что его на самом деле арестуют. Он знал, что против него есть какие-то обвинения, но не думал, что попадет за решетку. У меня не было таких иллюзий. Я знал, что буду следующим.

- Откуда Вы об этом узнали? Каким-то образом просочилась информация из материалов следствия?

- Разумеется, я не могу назвать точный источник. У нас есть свои информаторы. Наша работа очень специфична. В рамках этой системы есть люди, которые понимают, что мы делаем, и помогают нам, предоставляя различную информацию. Ранее они сообщили, что будет арестован Виктор Смалий, и так и случилось. Так что у меня не было оснований не верить. Тем более, что предупреждение об аресте я получил из двух независимых источников.

- В чем Вас должны были обвинить?

- Не знаю. Я не принимал участия ни в каких беспорядках, ни на кого не нападал. Но я, например, присутствовал при задержании Андрея Дзиндзи, а там были потасовки с милицией. Я был также в суде, когда там была драка. Так что меня, например, могут обвинить в соучастии в попытке убийства судьи. Я был на демонстрациях, и это могут посчитать организацией государственного переворота. Это может быть в принципе что угодно. Тем более, что делом занималась не милиция, а сотрудники Службы безопасности Украины.

- Вы упомянули, что арестом дело могло не ограничиться. Эти опасения также основаны на утечке информации из милиции?

- Это, прежде всего, следует из моего опыта. Я знаю, как работают наши службы. 16 декабря, когда я уже был в Польше, напали на нашу журналистку Светлану Малицкую. Ее поджидали у дома, а затем вошли с ней в лифт. Один из мужчин сразу же набросился на нее. Он начал бить ее и душить. Они оскорбляли ее, называя дорожной б... , это намек на наш «Дорожный контроль». К счастью, их спугнул кто-то из жильцов. Вызвали скорую помощь, Светлана попала в больницу. Милицию, конечно, тоже вызвали, проводится расследование, но, скорее всего, виновных не найдут, как и в моем случае.

- Нападение на Вас тоже связано с деятельностью «Дорожного контроля»?

- Это случилось 24 марта прошлого года, в субботу. Утром я вышел из дома и направился к своей машине. Ко мне подошли. Просто на улице, было уже 11 часов, вокруг полно людей. Они заломили мне руки и бросили в машину. Всего их было четверо. Уже в машине они начали бить меня по голове. В ответ на каждое произнесенное слово следовал удар. Затем они надели мне на голову полиэтиленовый пакет и начали его затягивать. Хорошо, что в нем была маленькая дырочка и внутрь попадало немного воздуха. Они обыскали мои карманы, забрали камеру, диктофон и все документы, которые у меня были.
А потом мы подъехали к лесу под Киевом. Меня вытащили из машины и бросили на землю. Затем избивали кулаками и ногами. Говорили, что пришло время платить долги. Они угрожали убить меня, если я попытаюсь обратиться в милицию. Меня спасло то, что в какой-то момент на дороге появились люди на велосипедах. Это спугнуло нападавших.

- Откуда Вы знаете, что имелась в виду деятельность «Дорожного контроля»? Они же говорили что-то о долгах...

- У меня не было никаких долгов. Я думаю, это говорилось просто для того, чтобы ввести меня в заблуждение. Раньше, еще в машине, я спрашивал, в чем дело, почему меня избивают. Они сказали, что не имеют ко мне никаких личных претензий, просто выполняют заказ. Впоследствии я получил информацию, что это был заказ местных киевских властей. Я знаю, что для выполнения заказа искали бандитов, обращались к различным преступным группам, но никто не согласился. Но в конце концов кто-то все же нашелся. Я полагаю, что это были сотрудники милиции, возможно, уже уволенные со службы.

- Откуда такое предположение?

- Еще когда меня заталкивали в машину, я подумал, что меня задержала милиция. Это было сделано профессионально, они не выглядели и не вели себя как бандиты. Во всяком случае, когда Дзиндзя и другие активисты рассказывали о том, как их задерживали, я думал: так оно и было, они вели себя точно так же. Им тоже заламывали руки, надевали мешки на голову и били за каждое слово.

- «Дорожный контроль» на самом деле настолько опасен для властей, что они прибегают к уголовным методам, чтобы устранить вас? Вы же появились, когда Украиной управляли совершенно другие люди, лидеры Оранжевой революции.

- Мы только сейчас занялись политикой. Мы были просто гражданской инициативой, которая объединяет водителей. Мы недвусмысленно заявили, что не боремся ни с какой партией, только с чиновниками. Действительно, когда мы начали работу в 2008 году, президентом был Ющенко, главой парламента - Арсений Яценюк, а премьер-министром - Тимошенко. А после смены власти мы продолжали работать, как и прежде.

- Что же произошло в 2008 году, что Вы решили начать борьбу с коррупцией на дорогах Украины. Эта проблема казалась неразрешимой.

- В 2008 году Яценюк как глава парламента принял решение о наложении штрафов более 10 раз и дал инспекторам ГАИ право определять, имел ли место проступок или преступление. Они также могли самостоятельно определять размер штрафов. Можете себе представить, что тут началось. Вымогательства взяток стали обычным явлением. Я тогда работал журналистом и сделал несколько материалов на эту тему.
Но ежедневные средства массовой информации не могут писать только о коррупции. Поэтому я решил зарегистрировать свой сайт и размещать на нем материалы и результаты моих журналистских расследований. Мои материалы начали перепечатывать другие средства массовой информации, заинтересовалось ими и телевидение. Мне удалось раскрутить эту тему так, что она приобрела государственное значение. И так постепенно вокруг всего этого начала формироваться организация. Сегодня это структура, которая известна не только в Украине, но и за рубежом.

- Эта тема с самого начала должна была стать неудобной. Вы внезапно начали мешать властям?

- Год назад мы начали журналистское расследование по делу о частных «штрафных стоянках». На самом деле мы работали над этой темой уже года 2-3, но тогда взялись за нее с удвоенной силой. Этот бизнес был построен с одобрения Азарова и должен был приносить доходы Захарченко (глава МВД). Я не буду вдаваться в подробности, потому что это довольно сложное дело, скажу только, что здесь речь идет о сотнях миллионов гривен. Вот тут-то и началось. Нас обвинили в хулиганстве, хотя это наших журналистов избили бандиты. Нашего активиста из Донецка очень жестоко избили. В общем и целом, год назад мы поняли, что закон в нашей стране вообще не работает. Хотя эти изменения начались раньше.

- Раньше, или после прихода к власти Виктора Януковича? Из того, что вы говорите, можно сделать вывод, что «оранжевые» тоже не слишком много делали для того, чтобы одолеть коррупцию.

- Янукович на все ключевые посты в государстве начал назначать людей из Донецка. Прежде всего это касается прокуратуры, судов и министерства внутренних дел. Всех районных судей он назначил на должности судей конституционного суда. У нас есть районные суды, апелляционные, кассационные, Верховный суд и Конституционный суд. Вот представьте себе, что кто-то переходит из районного суда сразу в Конституционный. Понятно, что это за люди. У нас наступил полный крах системы правосудия.
Что интересно: те судьи, о которых я писал ранее, что они коррумпированные и назначают несправедливые наказания водителям, сегодня выносят приговоры в связи с арестами на Майдане. Судьи просто на поводке у власти, они не являются независимыми. Это же очевидно - если один раз нарушили закон, то без никаких проблем сделают это снова и снова. Сегодня у нас нет независимых судов, это подтвердит любой адвокат, практикующий в Украине.

- Среднестатистический гражданин все-таки редко имеет дело с судом. Наверное, большинства людей это не касается.

- То, что касается простых людей, так это в первую очередь безнаказанность и жестокость милиции. В нормальной стране такие вещи, которые происходят у нас, попросту немыслимы. Шесть месяцев назад случилось жестокое изнасилование в селе Врадиевка, несколько милиционеров изнасиловали и избили девушку. Дело получило широкую огласку, но это произошло не только с ней. Если внимательно следить за новостями из Украины, то выяснится, что чуть ли не каждую неделю бывают случаи, когда пьяный милиционер стал виновником аварии на дороге или просто кого-то убил. И эти люди не несут никакого наказания. Избиение демонстрантов на Майдане было последней каплей, переполнившей чашу. У людей больше нет сил терпеть. Поэтому они вышли на улицы, поэтому стоят на Майдане.

- Против кого они выступают? Создается такое впечатление, что это уже не просто желание подписать соглашение об ассоциации с ЕС.

- Для нас Майдан - это, прежде всего, возможность свергнуть власть, которая пропитана коррупцией. Речь идет даже не о Януковича лично, хотя люди на самом деле его просто ненавидят. Это протест против государственной машины зла. Люди вышли на Майдан против системы. Нет больше веры политикам, даже тем, которые находятся в оппозиции. Конечно, эти политики сейчас на Майдане, но мы туда приходим не ради них.
Нам все равно, кто находится у власти. Идея состоит в том, чтобы иметь свободу, иметь возможность работать. Разница между Януковичем и той же оппозицией, хотя ее во многом можно упрекнуть, состоит в том, что с ней мы будем живы и на свободе. А когда дело дойдет до построения демократического закона, при котором соблюдаются права человека, то мы сделаем это сами, только для этого нужно время. Нужно понимать, что сейчас речь идет не о выборе между Россией и Европейским Союзом. Мы делаем выбор между свободой и тюремным заключением, между жизнью и смертью.


* Ростислав Шапошников - украинский журналист и общественный деятель. Он является основателем и руководителем организации «Дорожный контроль», деятельность которой направлена на борьбу с злоупотреблением властью со стороны милиции и коррупцией на дорогах. На своем веб-сайте они публикуют видеоматериалы, документирующие деятельность милиции и государственных чиновников. Они также предлагают юридическую помощь лицам, которые стали жертвами коррумпированных властей.


Вернуться наверх
 Профиль  
Ответить с цитатой  
Показать сообщения за:  Сортировать по:  
Начать новую тему Ответить на тему  [ Сообщений: 2 ] 

Часовой пояс: UTC + 2 часа


Кто сейчас на форуме

Сейчас этот форум просматривают: нет зарегистрированных пользователей и гости: 1


Вы не можете начинать темы
Вы не можете отвечать на сообщения
Вы не можете редактировать свои сообщения
Вы не можете удалять свои сообщения
Вы не можете добавлять вложения

Найти:
Перейти: